Chcesz być informowany/a o nowych notkach? Wpisywać się do księgi!
...
piątek, 9 stycznia 2009 13:55:25Wiem, nie było mnie, a teraz jeszcze w dodatku nic nie piszę. Ale chcę tego bloga, wierzę że jeszcze kiedyś przyjdę.
Przepraszam.
Panna K.komentarze [0]
...
piątek, 29 sierpnia 2008 12:28:09Ja nie odeszłam. Ja poprostu... zniknęłam na bliżej nieokreślony czas. Ale chcę wrócić, naprawdę.
Panna K.komentarze [1]
...
sobota, 7 czerwca 2008 15:20:30Ha! Blog wcale nie porzucony! Tylko czeka na przypływ weny. Której nie ma:/
Panna K.komentarze [1]
Rozdział piąty
sobota, 22 marca 2008 21:13:51Po wielkim boju stoczonym z tatą o przywrócenie mojemu narzędziu pracy głosu(który to bój wygrałam) mogłam wreszcie spokojnie napisać upragnioną notkę. I napisałam, a to za sprawą waszych komentarzy, które to sobie teraz przeczytałam.
A więc chcę zadedykować tę notkę wszystkim, którzy skomentowali poprzednią!
A tak szczerze, to nie wiem czy się wam notka spodoba. Chciałam coś wreszcie napisać, ale narzekam teraz na zastój myślowy, więc w tej notce, tak samo jak w poprzedniej brakuje moich ukrytych rozmyślań...
♣
Korytarze Hogwartu sprawiały wrażenie spokojnej ostoi, w której nigdy nic się nie zmienia. Za oknami leniwie wiał lekki wiatr, a stojący pod ścianą uczniowie z lekkim roztargnieniem porządkowali swoje notatki. Był to dzień jak codzień.
Byłby. Gdyby nie pewna czarnowłosa czarownica, która z godną podziwu prędkością przemierzała szkolne korytarze, najwyraźniej bardzo się spiesząc. Była to postać nader ciekawa. Długie do pasa, czarne włosy wirowały w powietrzu nie ograniczane przez gumkę, krawat w barwach Gryffindoru ledwo trzymał się na szyi dziewczyny. Spódnica lekko się podwinęła od tyłu, dostarczając tym samym wielką uciechę kolegom owej panny.
Nikt ze znajomych jednak w najmniejszym nawet stopniu nie był zdziwiony jej widokiem. Najwyraźniej dość często mijała ich w tak zawrotnym tempie.
Była to bowiem Victoria Frobisher. Dziewczyna ambitna, pojętna, lekko roztargniona i posiadaczka wielkiego talentu do eliksirów. Udzielała się w tak wielu klubach i kółkach zainteresowań, że na wszystko brakło jej czasu.
♣
- W tym czasie trzeba siedem razy zamieszać przeciwnie do wskazówek zegara i zosta... Panno Frobisher, dobrze że pani już jest. Właśnie omawiamy eliksir Wzrostu. Bądź łaskawa usiąść obok panny Patil.
Zajęcia ponadprogramowe miały tę własność, że roczniki były całkowicie pomieszane. Mogli przychodzić tu również pierwszoroczni, jednak ze zrozumiałych względów rzadko to czynili. Vicky lubiła Padmę. Była to miła dziewczyna. Nie była przywiązana sznurem do swojej siostry bliźniaczki i nie spotykała się tylko z nią. Była poprostu sobą.
♣
Miał blond włosy. To było chyba w nim najpiękniejsze. Bruneci są tacy pospolici i nieciekawi. A jemu jeszcze grzywka opadała na te niebieskie oczy.
- Demelzo.
I do tego ten odcień. Nie czysto tlenione, i nie prawie brązowe. Takie w sam raz.
- Demelzo.
A te oczy... Niebieskie, ale nie za bardzo. Takie jak niebo po burzy, Spokojne, w których można się uto...
Te z pewnością fascynujące wywody myślowe przerwała zapewne niewinna szpilka z premedytacją wbijająca się w rękę blondynki. Panna Robins podskoczyła, wywołując tym czynem zaciekawienie wszystkich wokół i spojrzała na napastnika.
Wstrętna szpilka spoczywała w rękach Ginny Weasley.
- Delikatniej nie można? - spytała Demelza, masując sobie rękę. Ruda wzruszyła ramionami.
- Można, ale nie reagowałaś. - stwierdziła. - Wiesz może jakie jest zastosowanie piołunu?
Blondynka pokręciła głową, po czym wbiła wzrok w przejście za obrazem. Ukazał się tam przeciętnej urody chłopak w towarzystwie swoich kolegów. Jednak dla dziewczyny był piękny. Cudowny. Niesamowity. Jedyny.
♣
Ginny przyglądała się przyjaciółce z lekkim rozbawieniem. Zauważyła, że ta od pewnego czasu zachowuje się inaczej. Demelza miała swój niezwykle ciekawy sposób traktowania sympatii. Wpatrywała się mianowicie w owego szczęściarza wzrokiem cielęcym, po czym gdy podszedł, brakowało jej języka w buzi. Z tego też powodu ta inteligentna dziewczyna wydawała się owym osobnikom o wiele mniej barwną osobą, niż była naprawdę.
Ginny to wszystko wiedziała. Dziwiło ją natomiast, że przyjaciółka uparcie nie chce jej nic powiedzieć. Nigdy nie powstrzymywała się przed opowieściami o swym obiekcie westchnień. Czyżby się coś zmieniło?
♣♣♣
I wesołego jajka:)
Panna K.komentarze [15]
Rozdział czwarty
środa, 6 lutego 2008 13:20:29Ha! Udało się! Wreszcie coś napisałam, i wracam. Nie jestem z tego bardzo zadowolona, pisałam troszkę na siłę. Chyba będziecie mogli to odczuć. Ale jestem. I nie odejdę zbyt szybko. Taką mam nadzieję:)
Na stosie książek leżał plan zajęć. Lekko poplamiona, ale mimo to wciąż biała kartka. To ona na swój sposób dyktowała Rudowłosej, jak spędzać ma czas. Na dzisiejszy dzień zapisana była transmutacja, historia magii, eliksiry i opieka nad magicznymi stworzeniami.
Rudowłosa westchnęła, patrząc na pergamin niczym na starą, spleśniałą szmatkę. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że nie chce jej się iść na lekcje. A może by tak wagarować? Marzenia...
Ginny odsunęła krzesło, i wyciągnęła z szafki odpowiednie książki. Przy pakowaniu wypadła jej z szafki kartka. Spojrzała na nią. Nie była to kartka, lecz zdjęcie. Zdjęcie czarnowłosego.
Pamiętała, jak jeszcze niedawno nad nim płakała. On jej nie chce.
Tym razem tak nie będzie.
Odłożyła zdjęcie z powrotem do szafki po czym włożyła pióro do torby.
Nie będzie płakać. Będzie działać.
♣
Tak jak historia magii cieszyła się mianem najnudniejszego przedmiotu, tak opieka nad magicznymi stworzeniami była najgroźniejszym. A przynajmniej tak było, kiedy nauczał jej Hagrid, bo pod opieką profesor Grubbly-Plank nie groziły im poparzenia.
W stronę domku gajowego szły dwie Gryfonki. Jedna z nich szła jakby powolniejszym krokiem, a jej mina wskazywała na to, że myślami jest daleko stąd. Druga natomiast miała sprężysty krok i uśmiech na ustach.
- Demelzo, co się dzieje? - spytała Ginny, z czułością patrząc na jezioro. Nigdy jeszcze nie wydawało jej się tak piękne jak tego dnia. Dlaczego? Sama nie wiedziała. Każdy miewa takie dobre dni, tak samo jak złe. A dziś był jeden z nich...
Przyjaciółka wzruszyła ramionami. Rudowłosa chciała jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał jej głos nauczycielki, nawołujący je do pośpiechu.
Minęły grupkę Ślizgonów, z którymi miały lekcje i stanęły koło Colina.
- Dobrze, skoro już wszyscy są, przejdźmy na padok. - powiedziała dziarskim tonem profesor Grubbly-Plank. Creevey, ściskając w ręku swój aparat, ruszył za nią żwawym krokiem. Za nim powlekli się chłopcy, mrucząc coś pod nosem. Ginny i Demelza poszły następne.
Blond włosa była tego dnia jakaś zamyślona. Czemu? Ginny nie wiedziała.
♣
Ona była poprostu zakochana. Skąd mogła wiedzieć, że Ginny to zrozumie? Miłość. A Jimmy ledwo wie, jak ona się nazywa.
No dobrze, wie chyba całkiem nieźle, w końcu są na tym samym roku w Gryffindorze. Ale nie podoba mu się.
Spojrzała na niego spod oka. Był to średniego wzrostu blondyn o niebieskich oczach. Miły, sympatyczny, silny.
Szedł przed nią, śmiejąc się cicho z czegoś, co powiedział kolega.
Blondynka westchnęła.
Nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu.
- Ginny, Demelza! Dzięki Ci, Merlinie, zdążyłam. - Viktoria Frobisher była niską, drobną czarnowłosą dziewczyną z wiecznym uśmiechem na twarzy. Lekko roztrzepana ale sumienna w wypełnianiu obowiązków. Udzielała się w wielu zajęciach pozalekcyjnych. Nie dało się jej nie lubić.
-Panno Frobisher, spóźnienie. Jeszcze raz to zrobisz, a odejmę Gryffindorowi punkty. - nauczycielka odwróciła się do niej z naganą wymalowaną w oczach. - Jesteśmy na miejscu. - dodała. W tym momencie Vicky wydała z siebie cichy pisk. Demelza spojrzała w tamtą stronę. Na padoku stał piękny, biały jednorożec. Jego grzywa lśniła w słońcu, a róg wydawał się być zrobiony ze złota. Lśniła od niego srebrzysta aura.
- Chłopcy, odsuńcie się! Jednorożce boją się dotyku mężczyzn. Dziewczęta, możenie podejść. - powiedziała Pani Profesor. Ginny z radością przeskoczyła przez ogrodzenie. NIe chciała się dziś niczym martwić. Nie dzisiaj.
Za nią pobiegła Viktoria.
Demelza na końcu.
Panna K.komentarze [36]
...
wtorek, 20 listopada 2007 21:05:09Wrócę niedługo...
Panna K.komentarze [4]
Rozdział trzeci
piątek, 17 sierpnia 2007 19:57:40Była ostatnią osobą, która wyszła tego dnia z dormitorium. Ostatnią, jeśli nie liczyć Demelzy, która ponurym tonem pośpieszała ją.
- Chodź szybko, bo znów spóźnimy się na śniadanie. Nie mam ochoty biec na wróżbiarstwo o pustym żołądku. - marudziła.
Ginny obejrzała się po raz ostatni po pustym już dormitorium. Dziś rano po kolei, leżąc w łóżku, oglądała zmagania poranne swoich koleżanek. Oglądała je, jednak nie miała siły sama się ruszyć. Oto kolejna z jej wad - lenistwo.
Westchnęła, po czym zeszły obie na dół. Tam napotkały grupkę gryfonów przy tablicy informacyjnej. Zaciekawione podeszły.
Tłum pierwszaków rozstąpił się na widok starszych od siebie dziewczyn, tak że obie mogły przeczytać ogłoszenie. Nad pieczątką ministerstwa magii i podpisem Wielkiego Inkwizytora znajdował się następujący tekst:
Niniejszym rozwiązuje się wszystkie uczniowskie organizacje, stowarzyszenia, drużyny, grupy i kluby.
Za organizację, stowarzyszenie, drużynę, grupę lub klub uważa się regularne spotkania trojga lub większej liczby uczniów.
O pozwolenie na założenie nowej organizacji, stowarzyszenia, drużyny, grupy lub klubu można się starać u Wielkiego Inkwizytora(Profesor Umbridge).
Żadna uczniowska organizacja, stowarzyszenie, drużyna, grupa lub klub nie mogą istnieć bez wiedzy i zezwolenia Wielkiego Inkwizytora.
Każdy uczeń, który samowolnie utworzy organizację, stowarzyszenie, drużynę, grupę czy klub lub wstąpi do jakiejś organizacji, stowarzyszenia, drużyny, grupy czy klubu nie posiadających zezwolenia Wielkiego Inkwizytora, zostanie wydalony ze szkoły.
Powyższe zarządzenie wydano na podstawie Dekretu Edukacyjnego Numer Dwadzieścia Cztery.
♣
Kartka papieru leżała na stole. Obok niej pióro. A na krześle siedziała dziewczyna. Po jej policzkach spływały pojedyncze łzy. Znów się załamała. Znów płakała. Przed oczami miała jego twarz. Te rysy, zielone oczy, okrągłe okulary, rozczochrane włosy...
Po jej policzku popłynęła kolejna łza. W sercu czuła dziwną pustkę. Pustkę, którą wypełnić mogłoby tylko jego spojrzenie, jego uśmiech. Dotyk... To uczucie było jak trucizna: powoli przechodziło na wszystkie wspomnienia jej życia i napawało je bólem.
Rudowłosa uwolniła się z tych więzów jedynym sposobem, jaki znała. I prawdopodobnie najlepszym.
Wzięła w rękę pióro, i pochyliła je nad kartką. Na chwilę się zatrzymała... Przez myśl przeleciały jej momenty z życia... Przypadkowe skrzyżowanie ich spojrzeń, "spotkanie" w komnacie tajemnic, rozmowy w Norze...
Jak ja mam żyć?
Kiedy tępo zdarzeń nie pokrywa marzeń?
Jak ja mam śnić?
Kiedy serce moje czeka na odpowiedź?
Jak mam tu być?
Kiedy łzy wciąż płyną, jakby jedną linią?
To nieprawda że ciebie już nie mam...*
♣
Ginny siedziała na podłodze, przetrząsając kufer. Rozrzucała wokół siebie części garderoby, gorączkowo szukając. Da jego dnie leżała fotografia. Poruszający się na niej chłopak był nikim innym, jak samym Harry'm Potter'em. Zdjęcie było robione z ukrycia, a chłopak lekko się uśmiechał.
Rudowłosa otarła łzy z oczu. Ciągle ma czas, ciągle ma szansę. Musi tylko być sobą...
* Tekst piosenki mojego autorstwa. Cały, po za ostatnią linijką, którą wena kazała mi przepisać z piosenki "Nieprawda".
Panna K.komentarze [16]
Rozdział drugi
niedziela, 15 lipica 2007 20:44:48Czarnowłosy chłopak siedział na fotelu przy kominku. Tuż obok niego dyskutowali jego przyjaciele. Była ich dwójka: rudowłosy, szczupły nastolatek i dziewczyna z burzą brązowych włosów. Był wieczór. A na schodach prowadzących do dormitorium siedziała samotnie rudowłosa postać.
Głupio przyznać, ale bezczelnie podsłuchiwała. Wiedziała, że nie tylko im by się to nie spodobało: Michael również nie byłby zbyt uszczęśliwiony. Domyślał się, że czarnowłosy chłopak zajmuje w sercu Ginny tak ważne miejsce.
Jednak ona nie mogła się powstrzymać. Przed czym? Przed podsłuchiwaniem jego rozmów, przed słuchaniem jego głosu, przed ukradkowymi spojrzeniami w jego stronę.
Teraz jednak oni rozmawiali o Gwardii Dumbledore'a. Nic dziwnego, zaledwie wczoraj założyli to stowarzyszenie.
Ona tak się starała, żeby był o nią choć odrobinę zazdrosny... Przyprowadziła nawet ze sobą Cornera i jego kumpli, ale chyba jedyną osobą, którą to rozzłościło był jej brat...
Oczywiście on o tym nie wiedział. Kiedyś, kiedy szła do Hogwartu, okazywała mu to zauroczenie, a on... nie zwrócił na nią uwagi. Potem zmieniła taktykę. Udawała, że jej przeszło. Dalej udaje. Zaczęła wtedy, kiedy uwolnił ją od Toma. Zabawne, uważała Riddle'a za przyjaciela. Zabawne, a za razem straszne. Mimo, że prawie ją uśmiercił, dał jej również swego rodzaju mądrość. Nie obnażać swoich uczuć przed nikim. I od tamtego czasu o skrytej miłości rudowłosej wiedziała tylko Hermiona. Wspomagała, pocieszała... Prawdziwa przyjaciółka.
Rudowłosa siedziałaby tak dalej, gdyby nie szuranie foteli i tupot kroków niebezpiecznie kierujących się w jej stronę. Przyjaciele Harry'ego niebezpiecznie zbliżali się do jej kryjówki. Zamarła. Dotykając policzkiem ściany, marzyła o tym, aby zniknąć. Rozpłynąć się. Odlecieć.
- Hermiono, to twoje pióro? - w pustym pokoju rozległ się głos Rona. Tupot nóg ustał. Rudowłosa nie zamierzała czekać na rozwój wydarzeń. Cicho podbiegła do dormitorium, i weszła.
♣
Pokój dziewcząt z czwartego roku miało pięć łóżek. Ginny nie miała w swoim roczniku najlepszej przyjaciółki. Kolegowała się z Demelzą Robins, jadły razem posiłki, chodziły na lekcje. Jednak nie była to owa wielka przyjaźń, o której mówi się w książkach.
Rudowłosa położyła się do łóżka. Pozostałe dziewczyny dawno już spały, tylko ona jedna nie mogła oprzeć się blaskowi księżyca, który odbijał się w wodzie. Błonie wyglądały tak pięknie. Tak niesamowicie... Magicznie...
Nagle poczuła nieodpartą chęć, aby zejść na dół, i zamoczyć nogi w toni jeziora.
Warto wiedzieć, iż Ginny była bardzo zaciętą osobą. Kiedy o czymś pomyślała, musiała to zrobić. Tak też się stało i teraz. Rudowłosa szybko złapała płaszcz i pobiegła. Czy było to mądre posunięcie? A może szalone? Kto wie...
Mówią, iż mądrość i szaleństwo to słowa bliskoznaczne...
♣
Chłodna woda jeziora delikatnie nawilżała jej stopy. O tej porze, przy blasku księżyca można ją było wziąć za jakąś nimfę, która korzystając z nocy wyszła na brzeg. Tak też się ostatnio czuła. Niczym nimfa wyszła na brzeg z ukrycia i powoli pokazywała światu swe pragnienia.
Ostatnio wręcz nie mogła się powstrzymać od jawnego spoglądania w jego stronę. Wiedziała, że podoba mu się Cho. Bolało ją to. Jej obecność blisko niej też ją bolała. Jak również świadomość, że czego by nie zrobiła i tak nie będzie tak ładna jak ona.
Przyjrzała się swojej twarzy w tafli jeziora. Sama musiała przyznać, że bardzo wyładniała. Jej rysy stały się ostrzejsze, włosy gęste, szare oczy błyszczały...
I wtedy, przy jeziorze, w pełnię księżyca przyrzekła sobie że dla nikogo, nawet Harry'ego, nie będzie używała eliksirów i zaklęć aby zmienić swój wygląd.
Tylko gdzieś tam, głęboko zakiełkowała jej myśl, czy przypadkiem dla czarnowłosego nie zrobiłaby... wszystkiego?
Panna K.komentarze [43]
Rozdział pierwszy
czwartek, 21 czerwca 2007 19:20:42Zalanymi ulicami Hogsmeade szła rudowłosa dziewczyna. Krople deszczu spływały po jej ubraniu i włosach, tworząc wokół niej jakąś tajemniczą aurę. Na drodze nie było nikogo innego. Wszyscy uczniowie, którzy zdecydowali się wyjść w taką pogodę do wioski, pochowali się do pubów i sklepów. I nic dziwnego, deszcz padał zawzięcie, jakby ktoś na górze wylewał wiadra wody.
Jednak ta dziewczyna nie przejmowała się. Lubiła deszczowe dni. Lubiła ten dreszcz, kiedy po ciele spływają krople wody. Spacerując po ulicach, przypominała sobie momenty, które w danym miejscu przeżyła...
Zanim jednak do reszty pochłonęły ją wspomnienia, zdołała dojrzeć kątem oka księgarnię na rogu. Lubiła atmosferę w niej panującą. Szelest kartek, spokój, cisza.
Lubiła czytać. Lubiła oderwać się na trochę od swojego świata, i przenieść się w cudowny świat bohaterów książkowych.
Weszła do budynku. Tak jak się spodziewała, przywitała ją panująca tu cisza. Z lekkim uśmiechem podeszła do regałów. Oglądała przez chwilę książki, ale nie mogła się na nich skupić. Coś jej wewnętrznie w tym przeszkadzało. Coś... albo ktoś?
♣
Wracała. Przestało już padać, co większość uczniów zapewne cieszyło. Jej nie. Była inna... Jej humor zależny był od pogody, gdy się zmieniała, momentalnie nachodziły ją złe myśli. Albo niewłaściwe...
Przeszła przez bramę wiodącą do zamku. Przez chwilę, gdy przechodziła, jej wzrok zatrzymał się na kamiennych lwach pilnujących zamku. Wzbudzały w każdym przechodzącym strach, i taki... szacunek. Jakby była to siła, której nie pojmujemy...
Na drodze było pełno kałuż. To tylko dodatkowo rozzłościło rudowłosą. Gdy była w takim humorze, lepiej było do niej nie podchodzić. Jej koledzy z roku dobrze znali tę minę, tak więc nie próbowali jej zagadywać. To też ją złościło. Idąc, rozpryskiwała kałuże na wszystkie strony. Wiedziała, że po powrocie musi odrobić jeszcze zadania z zielarstwa, i astronomii. Ta świadomość doprowadzała ją prawie do obłędu. Nienawidziła tych przedmiotów, tak samo jak nienawidziła chińszczyzny.
Dopiero za godzinę obiad. To chyba było najbardziej nie do zniesienia...
Weszła do zamku. Stała jak głupia w holu, wpatrując się w podłogę, podczas gdy z jej ubrania skapywała woda. Nie chciała myśleć, gdzie zaraz pójdzie. Wzrokiem napotkała wysokiego blondyna z Huffelpuffu. Westchnęła. Michael Corner może i był przystojny. Może nawet inteligentny. A może jeszcze miły. Ale nie był jej ideałem. Nie oznaczało to oczywiście, że chciała chłopaka bez wad... Lubiła swojego chłopaka i zawsze mogła mu się zwierzyć, ale czuła, że nigdy nie będzie pomiędzy nimi nic więcej, niż tylko to "lubienie". Nie po tym, co przeżyła przez ostatnie kilka lat, i co przeżywała nadal. Inny, czarnowłosy chłopak żył w jej myślach. Przykro było jej myśleć, że Corner był przez nią wykorzystywany. Bo tak było... Swoim "tak" dała mu nadzieję, ba!, prawo na coś więcej niż przyjaźń. Przykro mówić, że się z tego nie wywiązywała...
♣
Leżała na łóżku. Jej oczy wędrowały po pokoju jak oszalałe. Nie mogła się na niczym skupić. Znów przeżywała swoje małe załamanie nerwowe. Zwykle miała je raz na miesiąc. Zamykała się gdzieś, i płakała... Płakała, sama nie wiedząc dlaczego...
Taka była. Pełna sprzeczności, zmieniająca się z minuty na minutę. Miała swój tajemniczy urok... Ale ten czar, czar prawdziwej siebie rzucała tylko na niektórych... Wybranych... Kochanych...
Panna K.komentarze [23]
Muzyka na bloga